czwartek, 10 sierpnia 2017

Bakłażany po ormiańsku

Bakłażan to takie warzywo, które nieodłącznie kojarzy mi się z ormiańską kuchnią. Co więcej, chyba tylko Ormianie wiedzą, jak sprawić żeby bakłażan był naprawdę smaczny. W Polsce bardzo długo brakowało mi tego smaku, a Indianin jakoś nagle doznał amnezji i nie pamiętał, co się z bakłażanem robi żeby był zjadliwy, aż w końcu pojechaliśmy na Wardawar gdzie miałam szansę spróbować nie bakłażanów, a poematu na temat.

A post shared by Agnieszka Rola (@agnieszka_rokirako) on


Po powrocie do domu tak długo dręczyłam Indianina, aż w końcu odkrył, że w Internecie jest miliard przepisów na bakłażany, w tym na te "moje".

Jak już miałam przepis, tak go użyłam. Wyszło bosko, zdrowo i ociekająco tłuszczem, ale jeśli komuś - tak jak mi -zdrowe tłuszcze niestraszne, to można robić i się zajadać.

Co nam będzie potrzebne:

1) Bakłażan -  byle ile,
2) Sól - sporo,
3) Tłuszcz do smażenia - w moim przypadku smalec ftw ale rafinowany olej dowolnego rodzaju też obleci.
4) Dobrej jakości olej lub oliwa, ja użyłam nierafinowanego oleju rzepakowego i był efekt łoł, ale z oliwą pewnie byłoby jeszcze lepiej.
5) Dużo ziół, najlepiej świeżych - polecam koperek, natkę pietruszki, świeżą kolendrę i bazylię, ale suszone zioła też są spoko,
6) Czosnek - byle ile, ja lubię dużo i potem śpię na wycieraczce.

Jak działamy:

1) Bakłażany kroimy w poprzek lub wzdłuż na talarki o grubości około 1 cm, wszystko układamy na kratce z piekarnika położonej nad zlewem, obficie zesypujemy solą i zostawiamy na jakieś 20 minut. Po około pół godziny od Internetu odrywa nas okrzyk w stylu: "Aga, znów zablokowałaś cały zlew!", więc idziemy do kuchni, przewracamy bakłażany na drugą stronę i znowu zostawiamy do kolejnych okrzyków z pogróżkami.
2) Po około pół godziny (w porywach do trzech, jeśli jesteśmy sami w domi) otrzepujemy bakłażany z resztek wody, a w międzyczasie nagrzewamy bardzo dużą patelnię i polewamy ją obficie tłuszczem. Na nagrzanym tłuszczu układamy bakłażany i smażymy do lekkiego przypieczenia, a w międzyczasie robimy "omastę".
3) Do miseczki wyciskamy czosnek przez praskę, dosypujemy ziół według upodobania i dolewamy oleju na oko. Wszystko mieszamy i w panice biegniemy przewrócić bakłażany.
4) Na koniec zdejmujemy bakłażany i już na talerzu smarujemy naszą miksturą.

A potem jemy i wzdychamy z błogości.

P.S. Po ormiańsku przyrządziłam również cukinię i nawet Indianin uprzejmie przyznał, że da się zjeść. W ogóle mikstura jest bardzo uniwersalna i tak smaczna, że można ją wyjadać łyżeczką z miski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz