niedziela, 9 lipca 2017

Farsa polsko-ormiańska - Lost in Translation cz.3

Składając dokumenty w dzienniku podawczym spytałam miłego pana, jak to jest z tą opłatą manipulacyjną (100 zł). Miły pan powiedział, że tym to mam się w ogóle nie przejmować i mogę to uiścić nawet po rozprawie. Nie przejmowałam się zatem. Aż do momentu, kiedy w pewien piątkowy poranek przyszło mi pismo z pogróżkami z sądu, że mam tydzień na uiszczenie opłaty, albo możemy zapomnieć o rozprawie.

Haha.

Mniej więcej jak stałam, tak sterroryzowałam brata, żeby mnie podwiózł pod sąd, uiściłam zaległosia, po czym poprosiłam panie z obsługi klienta, żeby poinstruowały panów z dziennika, żeby nie mówili ludziom głupot.

No to czekamy dalej.

W końcu, hosanna, wezwanie na rozprawę. I nowe problemy. Szukamy tłumacza. Okazało się, że gdybyśmy złożyli dokumenty w obcym języku z załączonym tłumaczeniem przysięgłym, daliby nam tłumacza z urzędu. Ale ponieważ dokumenty były po polsku, to sąd nie zorientował się, że główny zainteresowany nie mówi po polsku. Chociaż treść jednego z oświadczeń brzmiała tak:

Ja, niżej podpisany Indianin z Armenii, pragnę oświadczyć, że znam język polski jedynie w stopniu podstawowym oraz że biegle posługuję się językiem angielskim oraz rosyjskim.

Najwidoczniej coś tam było niewyraźnie.

Źródło

Ale nawet nie byłam jakoś bardzo zła, bo przyniesienie własnego tłumacza i tak wychodziło taniej, niż tłumaczenie (przysięgłe) wszystkich tych dokumentów i późniejsze pokrywanie kosztów sądowych.

Zadzwoniłam zatem do sądu i pytam, czy mają jakąś swoją listę tłumaczy przysięgłych, których znają i polecają. Pani z sądu odesłała mnie na stronę MSW
Dziękuję pani z sądu, taka mądra to ja byłam i bez pani.

Pixabay

Zaczynam zatem dzwonienie po tłumaczach. Pierwszych trzech oczywiście nie odbiera, albo w ogóle, w trosce o prywatność, nie mają podanych numerów telefonu. W końcu hurra, ktoś odbiera, ale nie ma czasu. No trudno, lista jest długa. Kolejny telefon. Znów sukces! Pani jednak informuje mnie, że jak chcę własnego tłumacza przysięgłego, to to nie może być jakiś pierwszy lepszy tłumacz przysięgły, tylko tłumacz przysięgły z własną działalnością gospodarczą. Ucinamy sobie dłuższą pogawędkę, w trakcie której pani udziela mi porad i wskazówek, pociesza, podnosi na duchu oraz podaje numery do tłumaczy, którzy spełniają wymagania. Na koniec jesteśmy nieomal zaprzyjaźnione.

W końcu wykonuję ostatni telefon modląc się, żeby polecony tłumacz miał wolny termin. Odbiera miły pan numer dwa. Informuję go o charakterze sprawy. Żalę się na polskie sądownictwo. Razem sobie narzekamy. Pan opowiada mi o tym, jak taka rozprawa wygląda. Na koniec jesteśmy nieomal zaprzyjaźnieni. 

Tak! Jest! Udało się! Mamy tłumacza! 

Dodatek stricte urzędowy - koszta i wymagania w woj. małopolskim

1. Cała impreza kosztowała nas około 300 zł - tłumaczenie przysięgłe z języka ormiańskiego 80 zł + wysyłka za pobraniem, opłata manipulacyjna w sądzie 100 zł, godzina pracy tłumacza 100 zł. Stracone nerwy - 15 lat życia.
2. W przypadku, kiedy obcokrajowiec posługuje się biegle innym językiem, niż swój ojczysty, nie jest wymagane przedłożenie żadnego certyfikatu. Wystarczy słowo honoru. Przykładowo w przypadku Indianina sąd wymaga jedynie tłumacza przysięgłego dowolnego języka, nie musi to być żaden tłumacz indiański.
3. Dokumenty mogą być napisane po polsku i tylko podpisane przez obcokrajowca. Ale nie muszą. Jak wspomniałam wcześniej, jeśli mamy za dużo pieniędzy, to dokumenty mogą być w dowolnym języku.
4. Tłumacze to najmilszy i najbardziej pomocny gatunek ludzi. Gdyby nie oni, prawdopodobnie do tej pory biegalibyśmy od sądu do USC i z powrotem. 

"Sztukę translatorską mam za sztukę przez duże S."
Andrzej Sapkowski

1 komentarz:

  1. Strasznie Ci współczuję tego papierkowego biegania, ale już chyba bliżej niż dalej :) Także powodzenia!

    OdpowiedzUsuń