piątek, 5 sierpnia 2016

O próbach odbułowania (4) i (5)

Kochany pamiętniczku - nie było wpisu, znaczy się, nie było ćwiczeń. Trochę dlatego, że wygrała moja wewnętrzna bułowatość, a trochę dlatego, że wędrując ulicami Erywania prawie udało mi się skręcić nogę na prostej drodze oraz urwać komuś lusterko od auta z tego powodu. Przynajmniej Indianin zrozumiał, czemu nigdy, ale to nigdy nie powinnam nosić szpilek (co nie znaczy, że nie noszę. Noszę, ale dla dobra społeczeństwa staram się to ograniczać).

Za to dzisiaj, kiedy już stwierdziłam, że noga działa, zrobiłam nie tylko Jillian, ale również, uwaga, dodatkowe rozciąganie (po którym nie byłam w stanie utrzymać filiżanki z kawą, ale to tak na marginesie).

Może napiszę kilka słów o tym rozciąganiu.

Otóż kiedy w Rumunii powoli osuwałam się w odmęty niepełnosprawności zaczęłam w lekkiej panice poszukiwać czegoś, co pozwoliłoby mi odrobinę powstrzymać ten proces. Wymogi były dwa - bez ciężarków, bo umówmy się, jadąc z dwoma przesiadkami do Cluj ciężarki były ostatnią rzeczą, jaką miałam ochotę ze sobą pakować, oraz bez skakania - bo mieszkanie w bloku, a drugą ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było tłumaczenie sąsiadom łamanym, romantycznym esperanto, dlaczego im żyrandol spadł. Zaczęłam od Yoga Meltdown Jillian, które znałam wcześniej i lubiłam, ale wytrzymałam jakieś dwadzieścia minut, po czym osunęłam się na dywan nawet nie klnąc i nie złorzecząc, bo zwyczajnie nie miałam na to siły. Postanowiłam zatem poszukać czegoś krótszego i mniej dającego w kość. I tak oto trafiłam na kanał Boho Beautiful.

Cała ta słodko-pierdząca otoczka średnio do mnie przemawia, bo jestem bardziej zwolenniczką magii w wydaniu Wiedźmina, niż kucyponków, ale ćwiczenia, które zapodaje dziewczyna, są naprawdę super. I są krótkie, więc nawet, jak po dziesięciu minutach całe życie przelatuje mi przed oczami i rozmyślam o śmierci, to widząc na pasku, że do końca zostało pięć minut, zagryzam zęby i wytrzymuję.

Coś w tym stylu. No to już wiadomo, czemu nie ćwiczę z Chodakowską.

No a dziś po Jillian postanowiłam zrobić sobie dziesięciominutowe rozciąganie do szpagatu (filmik poniżej), nawet nie po to, żeby zrobić szpagat, ale dlatego, że to rozciąganie, które robi Jillian po ćwiczeniach, to jest taki trochę śmiech na sali.


Problemem BB jest niestety to, że nie tłumaczy, jak poprawnie wykonywać ćwiczenia - ja po pięcioletniej przygodzie z baletem i innymi sportami (w tym krótkim acz intensywnym romansie z jogą) mniej więcej wiem, jak i co, ale jeżeli ktoś chciałby zacząć rozciąganie od zera, to chyba nie polecam. Tym, co nie zaczynają od zera, polecam z całego serca. I resztę programów BB też.

EDIT  07.08 i 08.08

Wczoraj były ćwiczonka, ale nie było wpisu (z powodu braku internetu), a dzisiaj nie było ćwiczonek, ale nadrabiam wpis (chociaż, kochany pamiętniczku, przez dwie godziny nosiłam i sprzątałam, czy to się liczy jako aktywny rest day?).

Wczorajsze ćwiczonka odbyły się w trudnych warunkach, ponieważ jedyny w miarę płaski kawałek podłogi, który mam do dyspozycji, jest właściwie placem budowy. Jillian odpadała, wpadła za to BB. Z powodu braku czystej podłogi, trening wykonałam na drzwiach od szafy. Niespecjalnie szerokich, więc do normalnego wysiłku doszła jeszcze stabilizacja.

I to tyle na dzisiaj, bo jutro powrót na ojczyzny łono, więc muszę ogarnąć i w ogóle. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz