poniedziałek, 6 czerwca 2016

Jakich głupot brakuje mi w Rumunii

Wiadomo, że na obczyźnie prędzej czy później dopada nas tęsknota za krajem lat dziecinnych. Chociaż w moim przypadku mam tyle innych tęsknot, że tęsknota za krajem jako takim, z jego KODem, PiSem i całą resztą absurdów, w których się nie orientuję, bo nie śledzę (spytajcie mnie za to o konflikt w Górnym Karabachu, odpowiem nawet obudzona w środku nocy), dotyczy mnie średnio o ile nie wcale. Przykro mi to mówić, ale pomijając ogromną tęsknotę za rodziną, to wcale mnie do tej Polski z powrotem nie ciągnie. Fakty są takie, wrócę tam dopiero 15. lipca, ponieważ wcześniej czeka na mnie znów Różowe Miasto. No chyba, że coś się po drodze popieprzy ze wspomnianymi już Górnym Karabachem i mi zamkną granice, ewentualnie coś się popieprzy w całej Europie i nie wyjadę nawet z Rumunii. Ale o czym to ja...

A, no właśnie, czego mi brakuje siedząc na tej dobrowolnej zsyłce, znanej powszechnie jako Erasmus?

1) Szmateksów - dobrych polskich szmateksów z dniami "wszystko za złotówkę", gdzie bez większego problemu mogłam upolować jedwabną bluzkę z Esprite czy spódnicę z Villi za ułamek stawki godzinowej najniższej średniej krajowej. Owszem, w Rumunii też są szmateksy, ale ceny w tych szmateksach w sumie niczym nie różnią się od tych, które ustalają sieciówki w czasie wyprzedaży. No a płacenie odpowiednika 15 złotych za koszulkę przepoconą pod pachami jakoś mnie nie cieszy.

O, na przykład tutaj, WSZYSTKO jest ze szmateksu (oprocz butów, których nie widać
i bielizny, której też nie widać), fot. Klipiec

2) Polskich kosmetyków - w Cluj jest DM, ale, szczerze mówiąc, mekka blogerek dość mocno mnie rozczarowała. Kupiłam tutaj jeden krem ze spiruliną w sklepie z naturalnym wszystkim, ale wciaż nie udało mi się ustalić, czy mnie uczula czy nie (może powinnam w ogóle popełnić wpis o tym, jak uratowałam twarz po tym, gdy moja cera wykazała totalny brak akceptacji dla rumuńskiej wody...). W Rumunii chyba mnie uczula, a w Armenii chyba mnie nie uczula. No w każdym razie brakuje mi Rossmanna z płynem Facelle za śmieszne pieniądze i linią Babydream, brakuje mi kosmetyków z fitomedu i możliwości zamówienia ulubionego hydrolatu, ewentualnie posłania siostry do krakowskiego Kosmyka czy innego Pigmentu.
Całkiem serio, jak myślę o naszych kosmetykach,
to odczuwam głęboki patriotyzm. Fot. wykop.pl


3) Cydru - kocham cydr. Cydr to taki gatunek alkoholu, który świetnie smakuje w upał i który pije się wtedy, kiedy na drugi dzień trzeba prowadzić. W Polsce w głupim Al Caponie można znaleźć jakieś pięć rodzai cydru ze składem który nawet diabetykowi by się spodobał. Tutaj jedyne, co udało mi się znaleźć to Strongbow oraz Sommersby. No ja wszystkich bardzo tego, ale oranżadę z piwem to sobie mogę sama zrobić i taniej wyjdzie. I pewnie mniej kalorycznie i cukrzycogennie. Najgorsze jest to, że w Armenii również tradycja cydrów praktycznie nie występuje, więc jeszcze sobie pocierpię.

Chciałam wrzucić zdjęcie naszego tarnowskiego AleCydru, ale nie ma więc dopóki marketingowcy się nie ogarną, będę robiła reklamę Miłosławskiemu, który też jest dobry i ma wariant gruszkowy.  Fot. stąd

4) Bagietki czosnkowej z Biedronki - i w ogóle Biedronki. Mam jakiś odpowiednik Biedronki koło domu, ale to się nie umywa do Biedronki. A bagietka czosnkowa z Kauflandu to marna podróbka bagietki czosnkowej z Biedronki. Tęsknię za bagietką czosnkową z Biedronki. :(

Jak ja tęsknię to Wy nawet nie... :C


A tak z innych to Wawel powinien zacząć mi płacić za popularyzację ich czekolady Tiki-Taki. Ma już rzeszę wiernych fanów i w Rumunii, i w Armenii, a ja czuję się jak dealer.

O, taki transport poleciał ostatnio ze mną do Armenii. Te ROMy też są niezłe (polecam z herbatnikami), ale według Indianina nie umywają się do Wawela. 

P.S. A tak w ogóle to zapraszam na mojego lookbooka prawdopodobnie w najbliższym czasie pojawi się tam coś ciekawego, bo Indianin lubi robić zdjęcia, a ja lubię, jak ktoś robi mi zdjęcia. ^-^

2 komentarze:

  1. A pieczywa Ci nie brakuje? Mi właśnie tego brakowało najbardziej, gdy opuściłam Polskę. Pieczywa i pączków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, pieczywo mają zacne, a pączki też mieli. ;) Ale teraz jestem w Armenii i już wiem, że będę tęsknić za ich chlebem. :(

      Usuń