sobota, 13 lutego 2016

"Tylko po co?"

Yoko i Lennon powiedzieli kiedyś, że mogliby żyć bez siebie, ale po co? Bardzo mi się ten tekst spodobał, bo był perfekcyjną definicją, której szukałam, żeby dowiedzieć się, o co chodzi w miłości. Podzieliłam się nią z moim ówczesnym chłopakiem, a on popatrzył na mnie wielkimi oczami i oburzony wykrzyknął: "Naprawdę? Mogłabyś beze mnie żyć? No to wiedz, że ja bez ciebie nie!" - no i się obraził na dwie godziny. Wtedy chyba po raz pierwszy zrozumiałam, że raczej nic z tego związku nie będzie. 

O co chodziło onym Yokom, o co chodzi mi. 

Kiedy miałam lat siedemnaście, wydawało mi się, że miłość to codzienne spotkania, codzienne rozmowy i trzymanie się za rączki. Pewnie dlatego miałam wiecznie złamane serce. 

Potem odkryłam, że to jednak coś więcej, bo będąc z kimś, nagle musisz przejmować się cudzymi (w sensie partnera) problemami. Wszystko fajnie, dopóki tymi problemami przejmują się obie strony po równo. Gorzej, jak nagle którejś połówce nie chce się rano wstać z łóżka przez problemy drugiej. 

Na koniec odkryłam, że czas, własny czas, jest dobrem niezbywalnym i bezcennym. Nieważne, czy się z kimś mieszka, czy mieszka się niedaleko, czy ma się do siebie cały kontynent i trzy strefy czasowe (pozdrawiam kochanie). Obie połówki swój czas, swoje pasje, swoje plany, swoje obowiązki i swój sen powinny szanować. 

Choćby po to, żeby odkryć, że można żyć bez siebie. Tylko po co?

Link

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz