czwartek, 18 lutego 2016

Jasne, czemu nie?

Śledzę sobie różnego rodzaju fanpage na fejsbuku (na coś trzeba marnować czas). No i często na tych fanpejdżach przewija się motyw tego, że nic się nie zmienia. Serio. Ludzie, młodzi ludzie, siedzą i narzekają, że nic się nie zmienia, nie dzieje, że się nudzą, gnuśnieją, i gdyby tak zdarzyło się coś...

I tak siedzą, marudzą, i mnie irytują.

Dlaczego mnie irytują? No bo jak coś ma się zdarzyć, jak się tylko siedzi i narzeka?

Też tak sobie kiedyś narzekałam. Pamiętam, jak moje życie utknęło na chwilę w martwym punkcie. Po studiach, bez pracy, po ciężkim psychicznie zerwaniu przez chwilę myślałam, że pora położyć się i umrzeć. Na szczęście nie mogła, bo miałam w domu remont. Złamane serce złamanym sercem, ale ściany same się nie oskrobią (to był wyjątkowo paskudny remont). I tak sobie wstawałam, żyłam z dnia na dzień dochodziłam do siebie, a potem nagle napisała koleżanka, że ma dla mnie propozycję, a potem poznałam kogoś, kto mi udowodnił, że miłość wciąż istnieje, a potem uznałam, że jak i tak siedzę i nic nie robię, to równie dobrze mogę skorzystać z dobrodziejstw darmowej edukacji w Polsce. 

A potem to już poszło lawinowo. 

Punkt życia, w którym jestem teraz, bardzo mi się podoba. Ale nie podobałby mi się, gdybym niecałe trzy lata temu nie odpowiedziała na szaloną propozycję koleżanki "jasne, czemu nie?". 

A potem ta odpowiedź weszła mi w nawyk. Tak samo odpowiedziałam na propozycję wyjazdu do pracy za granicę, na prośbę o uczenie polskiego jako obcego, przygotowanie dziewczyny do matury międzynarodowej, o której to maturze nie miałam pojęcia, na pierwszą propozycję wyjazdu na szkolenie, i drugą zresztą też. Oczywiście czasem wpadałam przez to godzenie się na wszystko w tarapaty, robiłam głupoty, ale to moje "Jasne, czemu nie" prowadzi mnie na razie jak jakiś kaganek oświaty w coraz ciekawsze miejsca.

Dlatego nie rozumiem, kiedy ktoś narzeka na nudę i stagnację.

1 komentarz: