poniedziałek, 28 grudnia 2015

Łotewskie impresje

Koniec roku znów postanowiłam potraktować z buta i w drugiej połowie grudnia pojechała na Łotwę. Bo w sumie dlaczego nie. Zabrałam do plecaczka antybiotyk, flegaminkę, znieczuliłam się lekami na katar i po dwudziestu czterech godzinach podróży znalazłam się w niemal całkowicie innej rzeczywistości. No bo umówmy się, Łotwa, a już zwłaszcza miasto Daugavpils, raczej nie jest kierunkiem stricte turystycznym. Jak było? Zupełnie nie jak w dowcipach.

1) Po pierwsze - na Łotwie wcale nie jada się kamieni. Stereotyp biednego Łotysza więc upada. Prawdą jest jednak, że na Łotwie jada się ziemniaki. Dużo ziemniaków. Właściwie to jedynym posiłkiem bez ziemniaków było śniadanie, ale podejrzewam, że robili wyjątek dla obcokrajowców.
2) Łotwa jest tania - niby ceny są w euro, więc percepcja wydatków jest trochę inna, ale rzeczy podstawowego użytku, czyli alkohol i papierosy, wypadają nieco taniej niż w Polsce. Za sto ojro można spokojnie balować i jeszcze przywieźć pamiątki dla rodziny.
3) Na Łotwie można kupić dwulitrowe butelki piwa. Butelki są plastikowe, koszt trunku to niecałe dwa ojro, ale ojeju, jakie to piwo jest dobre! Nasze piwo z plastikowych butelek, a ich piwo z plastikowych butelek to niebo a ziemia.
4) Łotewskie miasta są prawdopodobnie rządzone przez koty - serio. W trakcie wyjazdu zauważyłyśmy z koleżanką - Chorwatką, że koty w mieście są wyjątkowe. Ogromne, puchate, majestatyczne, a do tego zasiadają na skwerkach i ławeczkach. Przy tym ludzie są jacyś osowiali i mało uśmiechnięci. Najpierw nie łączyłyśmy tych dwóch faktów, ale później, po którymś spotkaniu z kotami, wnioski nasunęły się same - koty terroryzują Daugavpils.

Takie obrazy pokazuje google po wpisaniu hasła "kaķi Daugavpils". Robi wrażenie, prawda? Źródło

5) Co trzecia osoba na Łotwie mówi po polsku. A nawet jak nie mówi, to rozumie. Odkrycie niepokojące zważywszy na to, że raczej nie przebierałam w werbalnych środkach ekspresji borykając się z łotewską aurą.
6) Dzięki Łotwie można docenić piękno naszego kraju. Wyobraźcie sobie, że jesteście w miejscu, gdzie o ósmej rano jest wciąż ciemno, a o drugiej po południu znów ciemno. W tych warunkach fakt, że w Polsce w grudniu o 7:30 jest prawie widno sprawia, że jestem bardzo wdzięczna losowi za nie rzucenie mnie jeszcze dalej niż Północ.

Na koniec zostawiam Was z krótkim filmikiem o historii Łotwy. Dużo tłumaczy.

 


6 komentarzy:

  1. Tym piwem mnie zachęciłaś :P pamiętam, że bułgarskie było obrzydliwe, ale i tak się piło, więc jeżeli twierdzisz, że to jest smaczne to podróż byłaby warta grzechu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko raczej nie zalecałabym zimy na porę odwiedzin. :P

      Usuń
    2. Może chociaż tam znalazł by się jakiś śnieg :P poza tym piwo zawsze można zagrzać

      Usuń
  2. Bardzo fajny wpis. Od teraz będę wyobrażać sonie Łotwe jako tanie państwo, żyjące 3/4 doby w ciemności, gdzie pod osłoną nocy miastem rządzą elitarne kocie gangi :D

    Wbrew pozorom zamiast piwa, zachęciły mnie pyrki :) Jestem z Poznania, więc jadałabym tam po swojemu ;)

    Zaprasaam :) http://nelainmotion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Ci rujnować wizji, ale ujmę to tak, ziemniak to generalnie moje ulubione warzywo. Po wizycie na Łotwie musiałam przejść na odwyk. :D Cieszę się, że wpis się podobał. :)

      Usuń
    2. Hahah. Byłaś w ziemniakowym ciągu, a teraz na głodzie? Bieeedna ;)

      Usuń