środa, 30 grudnia 2015

Dlaczego nie mówisz po angielsku

Przez jakieś dwadzieścia siedem lat żyłam sobie w przeświadczeniu, że polska młódź całkiem nieźle zna angielski. Jedni lepiej, drudzy gorzej, ale generalnie wszyscy komunikatywnie. Aż nastał rok pański 2015, kiedy to poznałam kilku studentów z wymiany przebywających w ramach Erazmusa w moim rodzinnym mieście. Studenci rozgromili moje wszelkie wyobrażenia i dobre mniemanie o zdolnościach językowych moich rówieśników okrzykiem: "O Boże! Znasz angielski! Wreszcie ktoś w tym mieście zna angielski!".

Fakty są takie, że znajomość angielskiego, który to język wydawał mi się nowożytną lingua franca, jest w naszym kraju cokolwiek nędzna. Dlaczego?

1) "Bo ja nie mam zdolności językowych" - drogie ludzie. Nie istnieje coś takiego jak brak zdolności językowych. Można nie mieć ucha muzycznego i mówić z ruskiem akcentem, można wolniej przyswajać słówka, można robić błędy. Ale nauka języka składa się z tylu różnych aspektów, że każdy powinien znaleźć coś, w czym będzie dobry. No ale jeżeli według kogoś brak zdolności językowych polega na tym, że po pierwszej lekcji zakładamy, że nie mamy zdolności do języków i nie robimy nic, to ja już nie mam pytań.
2) "Bo ja się wstydzę, bo robię błędy jak mówię" - zdradzę Wam sekret, nejtiwi też robią błędy jak mówią. Ja robię takie błędy w wymowie, że potem znajomi śmieją się ze mnie przez tydzień (o gramatyce już w ogóle nie wspomnę). Ba, założę się, że większość z Was nawet nie jest w stanie wysłowić się w stu procentach poprawnie po polsku! Jedynymi osobami, które nie robią błędów, są absolwenci filologii obcych. Ale oni w ogóle znają więcej gramatyki niż 98% rodzimych użytkowników języka. Poza tym 9 na 10 obcokrajowców doceni nasze próby mówienia w ich języku. Wiem co mówię, kaleczyłam francuski we Francji.

Źródło
3) "Bo ja nie mam warunków" - zabawny fakt - mężczyźni na ogół mówią po angielsku lepiej, niż kobiety. Wiecie, dlaczego? BO WIĘKSZOŚĆ Z NICH GRA W GRY. Dużo gier jest po angielsku, większość gier sieciowych wymusza rozmawianie w języku Shakespeare'a. Ja w gry nnie gram, ale od dziecka miałam Cartoon Network po angielsku, a potem oglądałam anime z napisami (trudne życie otaku od koniec lat 90-tych ;<). Do czego jednak zmierzam - zastanów się, ile czasu spędzasz w sieci. Może warto 15 minut dziennie przeznaczyć na posłuchanie, przeczytnie lub pogadanie z kimś, kto mówi po angielsku?
4) "Bo ja bym może i mówił, ale mam barierę językową" - ojej, biedaku. Nie ma dla Ciebie ratunku. Ale wiesz co? Ja kiedyś miałam ukochaną bluzę, której wszyscy nienawidzili, aż w końcu sama uznałam, że jest paskudna i się jej pozbyłam. Rozumiesz, do czego zmierzam?

No to jak, domyślasz się już, dlaczego nie mówisz po angielsku? Bo mi się wydaje, że dlatego, że po prostu nie chcesz.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Łotewskie impresje

Koniec roku znów postanowiłam potraktować z buta i w drugiej połowie grudnia pojechała na Łotwę. Bo w sumie dlaczego nie. Zabrałam do plecaczka antybiotyk, flegaminkę, znieczuliłam się lekami na katar i po dwudziestu czterech godzinach podróży znalazłam się w niemal całkowicie innej rzeczywistości. No bo umówmy się, Łotwa, a już zwłaszcza miasto Daugavpils, raczej nie jest kierunkiem stricte turystycznym. Jak było? Zupełnie nie jak w dowcipach.

1) Po pierwsze - na Łotwie wcale nie jada się kamieni. Stereotyp biednego Łotysza więc upada. Prawdą jest jednak, że na Łotwie jada się ziemniaki. Dużo ziemniaków. Właściwie to jedynym posiłkiem bez ziemniaków było śniadanie, ale podejrzewam, że robili wyjątek dla obcokrajowców.
2) Łotwa jest tania - niby ceny są w euro, więc percepcja wydatków jest trochę inna, ale rzeczy podstawowego użytku, czyli alkohol i papierosy, wypadają nieco taniej niż w Polsce. Za sto ojro można spokojnie balować i jeszcze przywieźć pamiątki dla rodziny.
3) Na Łotwie można kupić dwulitrowe butelki piwa. Butelki są plastikowe, koszt trunku to niecałe dwa ojro, ale ojeju, jakie to piwo jest dobre! Nasze piwo z plastikowych butelek, a ich piwo z plastikowych butelek to niebo a ziemia.
4) Łotewskie miasta są prawdopodobnie rządzone przez koty - serio. W trakcie wyjazdu zauważyłyśmy z koleżanką - Chorwatką, że koty w mieście są wyjątkowe. Ogromne, puchate, majestatyczne, a do tego zasiadają na skwerkach i ławeczkach. Przy tym ludzie są jacyś osowiali i mało uśmiechnięci. Najpierw nie łączyłyśmy tych dwóch faktów, ale później, po którymś spotkaniu z kotami, wnioski nasunęły się same - koty terroryzują Daugavpils.

Takie obrazy pokazuje google po wpisaniu hasła "kaķi Daugavpils". Robi wrażenie, prawda? Źródło

5) Co trzecia osoba na Łotwie mówi po polsku. A nawet jak nie mówi, to rozumie. Odkrycie niepokojące zważywszy na to, że raczej nie przebierałam w werbalnych środkach ekspresji borykając się z łotewską aurą.
6) Dzięki Łotwie można docenić piękno naszego kraju. Wyobraźcie sobie, że jesteście w miejscu, gdzie o ósmej rano jest wciąż ciemno, a o drugiej po południu znów ciemno. W tych warunkach fakt, że w Polsce w grudniu o 7:30 jest prawie widno sprawia, że jestem bardzo wdzięczna losowi za nie rzucenie mnie jeszcze dalej niż Północ.

Na koniec zostawiam Was z krótkim filmikiem o historii Łotwy. Dużo tłumaczy.