niedziela, 20 września 2015

Spostrzeżenia po drugiej edycji winobrania


Nie było mnie, bo znów byłam na winobraniu. Znów jako tłumacz, chociaż po przygodach z ubiegłego roku zarzekałam się, że już nigdy więcej, choćby mnie mieli (co wątpliwe) błagać na kolanach. O dziwo, winobranie przebiegło bez zgrzytów, chociaż drugi tydzień był co najmniej traumatyczny (zbieranie winogron w błocie po kolana - raz w życiu byłam tak, za przeproszeniem, upierdolona - kiedy miałam jakieś dziewięć lat i chrzestny wpadł na genialny pomysł, żeby zabrać mnie na ryby w deszczowy dzień). Ten wyjazd jest również dosyć bogaty w różnego rodzaju konkluzje:

1) Dwa lata filologii są jak sześć lat nauki języka  w szkołach niższego stopnia. Dlatego, jak już uporam się z francuskim, startuję z portugalskim lub hiszpańskim, choćby i zaocznie.
2) Uczenie się na własnych błędach naprawdę działa (chociaż na ogół wolę uczyć się na cudzych). 
3) Przekład symultaniczny to wcale nie taka trudna sprawa, jak ma się w szufladzie dyplom z polonistyki - czyli wcale nie zmarnowałam pięciu lat życia!
4) Angielski to naprawdę za mało w niektórych przypadkach.
5) Mogę wrócić do diety wysoko węglowodanowej i chudnąć, ale tylko pod warunkiem, że będę ćwiczyła codziennie przez siedem godzin. Najlepiej z obciążeniem.
6) Kiedy idzie się spać przed 23, wstawanie przed 6 rano jest całkiem znośne (chociaż wciąż wolałabym tego nie robić).
7) Ludzie lubią cię bardziej, kiedy rozumiesz, co do ciebie mówią (patrz znajomość języków obcych).
8) Celnicy to bardzo mili ludzie, z którymi łatwo się porozumieć (no i doceniają znajomość ich ojczystego języka, czyli patrz punkt siódmy).
9) Tłumacze pracujący w terenie powinni dostawać dodatek za pracę w trudnych warunkach. Oraz wcześniejszą emeryturę.
10) Za 20 euro kupi się więcej, niż za sto złotych.
11) Paryż za trzecim razem, i po raz trzeci w deszczu, zaczyna działać na człowieka jak Warszawa.
Przerywnik - sklepik przy Luwrze. Zdjęcie fatalne, ale wydanie małego księcia najlepsze, jakie miałam w rękach! :D Muszę po nie wrócić z pieniędzmi. :<

12) Zawsze warto iść do Luwru.
13) Nigdy nie mów nigdy.
14) Jeżeli wyjeżdżasz skądś po raz drugi i po raz drugi czujesz się, jakbyś miał złamane serce, to znak, że za trzecim razem trzeba będzie tam zostać (za rok - dobra, dwa lata, żeby Misia nie wkurzać - szukam pracy w trójkącie Beaune - Dijon - Lyon, ewentualnie gdzieś bardziej na południu).
15) Żaden normalny Francuz nie używa na co dzień subjonctif. Najlepsza wiadomość EVER! 

A jak Wam minął wrzesień?

4 komentarze:

  1. Winobranie brzmi nieźle, a dają darmowe wino do śniadania/obiadu/kolacji? Bo wtedy to brałabym robotę na stałe, nie znając francuskiego w ogóle haha :D Mój wrzesień to nie wiem kiedy minął, a już prawie go nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno kiedyś dawali butelkę do śniadania i obiadu na dwie osoby, ale po tym, jak porter im po pijaku wpadł do naczepy traktora, zaniechali tej tradycji. ;( Ale znośne wino kosztuje tam jakieś 1,5 euro. :D

      Usuń
  2. Ale jednak co darmoszka to darmoszka :D kurczę, oby na Korsyce wino było tak tanie, wody nie dotknę tam na pewno :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, będzie. ^-^ A co do wody to święta racja, pamiętaj o Bogardzi - gdyby nie to, że na planie "Afrykańskiej Królowej" pił tylko whisky, miałby biegunkę jak reszta obsady. :P

      Usuń