środa, 12 sierpnia 2015

Mogło być lżej, czyli hiszpańska kosmetyczka

Morze, plaża, brak niemieckich turystów i wino za euro. Czy to raj? Nie moi drodzy, to Hiszpania! Nie będę jednak opisywać moich tygodniowych przygód na złotym wybrzeżu czy zniechęcać Was do Barcelony. Uznałam jednak, że podzielę ze światem tym, co zabrałam ze sobą w podręcznej kosmetyczce. Tak, kosmetyczce, w liczbie pojedynczej, bo zapakowałam się do takiej okrągłej, biedronkowej bidy, a gdybym wiedziała, jak moja pielęgnacja będzie wyglądać w praktyce, istnieje spora szansa, że starczyłby mi trochę większy portfel. Zdziwieni? Ja też byłam zdziwiona.

1) Włosy - to był punkt programu, o który postanowiłam najbardziej się zatroszczyć.Włosy, jakie mam, każdy widzi. 
Tak wyglądały w okolicach środy. Ale każdy, patrząc na moje barki, pojmie, że krótka fryzurka jest nie dla mnie. :P Na zdjęciu miałam być ja prowadząca ukochanego do Sagrada Familia. Niestety, ukochany nie pojął koncepcji zdjęcia, w efekcie czego zamiast Sagrady mamy barceloński śmietnik. Historia mojego życia pisana jest ewidentnie prozą. Oraz reprezentuje sobą raczej slapstickowy humor.

Długie, nędzne, obiektywnie i subiektywnie wysokoporowate. w dodatku uparłam się jak Domogarow na Scorupco, że ich nie zetnę, bo je lubię (zresztą, przy mojej budowie, mając krótkie włosy, wyglądam jak G. I. Jane). Dlatego trochę się o nie obawiałam. Postanowiłam jednak nie wariować i do kosmetyczki zapakowałam mini odżywkę z Alterry, odrobinę maski do blond włosów z Biovaxu przegniecionej z saszetki do pudełka po szamponie z Lusha, odżywkę z Jantara przelaną do buteleczki z atomizerem i MASŁO SHEA z Nacomi. Do mycia zamierzałam wykorzystać żelo-szampon dla chłopczyków z Liliputza. 

2) Twarz - postanowiłam zaryzykować i wzięłam ze sobą "tylko" żel rumiankowy z Sylveco, odrobinę hydrolatu oczarowego (naprawdę odrobinę, skończył się po dwóch dniach) i olejek z pestek malin. Do tego dorzuciłam kupiony w ostatniej chwili filtr z Bielendy (i dobrze zrobiłam). Na wszelki wypadek miałam też MASŁO SHEA.

3) Reszta człowieka - nic specjalnego. Liliputz i MASŁO SHEA, do tego oczywiście niezastąpiony ałun w krysztale. No i olejek ze złotymi drobinkami z NUXE, który dostałam od Meg za to, że dopilnowałam, żeby nie uciekła sprzed ołtarza. :*

4) Wszelki wypadek - bo jak wiadomo, wypadki chodzą po ludziach. Na wszelki wypadek zabrałam ze sobą suchy szampon Batiste, chusteczki do demakijażu z Alterry (moja wielka, kosmetyczna miłość <3) oraz mgiełkę z witaminą C z Ziaji.

Zastanawiacie się pewnie, jakim cudem twarz, włosy i resztę człowieka zmieściłam z relatywnie niewielkiej kosmetyczce. Nie odpowiem wam, zdolności do pakowania się odziedziczyłam na drodze genetycznej. Mogę jednak odpowiedzieć na drugie pytanie - czy to wszystko mi się przydało. Otóż nie. Właściwie spokojnie mogłam ograniczyć się do żelu Sylveco, liliputza, filtru do twarzy i MASŁA SHEA (no i wszelkiego wypadku, po 30 godzinach w aucie możliwość odświeżenia włosów i twarzy to kwestia wręcz psychologiczna). Po umyciu się smarowałam całego człowieka masłem shea, dosłownie od stóp do głów z włosami włącznie, i potem byłam piękna. Czy tam ewentualnie nie straszyłam. Włosy właściwie olałam już na drugi dzień. Co bym nie robiła i tak wyglądały, jakby wymagały po powrocie radykalnego cięcia, za to skóra i cera na wilgotno-słoneczny klimat zareagowały wręcz entuzjastycznie - wróciłam bez jednego pryszcza, za to z masą piegów i nawilżona jak po SPA. 

Palmy! Prawie jak w Warszawie!


Tendencja oczywiście już się odwróciła. Okazało się, że włosy wcale nie ucierpiały, a wręcz całe to maszczenie zrobiło im nad wyraz dobrze, za to na czole już mam dwa syfy i znów muszę sięgać po moje masło shea częściej, niż raz na trzy dni, kiedy mnie przypiecze.

Wnioski - przeprowadzam się. Poza tym Hiszpania i tak rozpaczliwie potrzebuje kasjerek ze znajomością angielskiego. A, no i pamiętajcie, masło shea to taki boczek świata kosmetyków.


Źródło



4 komentarze:

  1. Jadę na tydzien na Chorwację. Zestaw kosmetyków mam ten sam co w zeszlym roku we Włoszech czyli krem z filtrem 50+, mydło-szampon z Yves Rocher i suchy olejek do ciała również z Yves Rocher. Do tego zaszaleję z mgiełko-perfumami z tej samej serii bo jestem stara i wypada mieć już coś więcej w zestawie... chyba potrzebuję porady jak być kobietą :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz suchy olejek, to wystarczająco kobiece. Poza tym teraz jest minimalizm w modzie. :P

      Usuń
  2. Marze o wyjezdzie do hiszpani, tez w tum roku wzielam mini Alterre;)
    Brak niemieckich turystow? Hm ja co roku spedzam wakacje z moja niemiecka rodzina:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, ja nie znoszę niemieckiego. A co do Hiszpanii; Hiszpania jest cudowna, ale przez tydzień spotkałam dwie osoby, które umiały po angielsku powiedzieć coś więcej, niż "no" (w odpowiedzi na pytanie: "Do you speak english") i jedną, która mówiła po francusku. :P

      Usuń