piątek, 21 sierpnia 2015

Książkowe love

Jak wyglądają czytelnicze statystyki w Polsce, wszyscy wiemy. Większość osób tłumaczy się, że nie ma czasu na książki, że wzrok nie ten, że obrazków brakuje, a w ogóle to książki są nieporęczne i zajmują dużo miejsca. Jest też grupa ludzi - całkiem liczna zresztą - która kocha książki, dałaby sobie za nie wykroić część wątroby, ale wiadomo, jak to w ciągu roku bywa; metro-boulo-dodo, proza życia i kaszanka zamiast magdalenki, ale w wakacje... W wakacje to i Sienkiewicza nadrobią, i Emancypantki, coś z Iwaszkiewicza, coś z Asnyka. A potem może Orwella i Bukowskiego w oryginale, tak dla relaksu.

Zazwyczaj kończy się na Cosmo.

Przyznam się światu do czegoś. Nie jestem specjalną fanką klasyki. Muszę ją cenić i znać, bo takie wykształcenie, ale nie czytuję Tołstoja czy Chateaubriande'a dla odprężenia lub przyjemności. Istnieje jednak kilku pisarzy, którzy sprawiają, że problemy ulatują, życie jest piękne, a ja sama po lekturze nie czuję się, jakbym prostytuowała swoją umiejętność czytania. Zatem skoro jeszcze jest chwilka czasu na zrealizowanie czytelniczych postanowień, zostawcie tego Pudelka i dajcie szansę którejś z poniższych pozycji.

1) Nigdziebądź - czy kiedykolwiek marzyliście o tym, żeby obudzić się w równoległej rzeczywistości, znaleźć w szafie drogę do Narni lub przejść na drugą stronę lustra? Bo Richard, na ten przykład, wcale o tym nie marzył. Próbując pomóc rannej dziewczynie niechcący odkrył, że piekło faktycznie wybrukowane jest dobrymi chęciami. Po kolei stracił pracę, narzeczoną, mieszkanie, by w końcu odkryć, że dla przyjaciół (i reszty świata) stał się niewidzialny, zresztą całkiem dosłownie. Brzmi jak melodramat? To Was zaskoczę - Nigdziebądź to bardzo przyzwoity kawał urban fantasy. Książkę polecam zwłaszcza miłośnikom Londynu i anglofilom oraz tym, którzy nie wyrośli z pukania w tylną ścianę szafy.

2) Dobry omen - jeżeli wciąż nie wiecie, czym jest oksymoron, to ten tytuł stanowi jego doskonały przykład. Dobry omen  to wspólne dziecko wspomnianego już Gaimana oraz mojej literackiej miłości, ś.p. Terry'ego Pratchetta. W powieści jest właściwie wszystko; nie całkiem zły diabeł o doskonałym guście, neurotyczny anioł z własnym antykwariatem, koniec świata i Jeźdźcy Apokalipsy, czy też raczej, w tym przypadku, motocykliści, oraz pewien listonosz o stanowczych poglądach w kwestiach odzieżowych.

3) Pamiętnik Tatusia Muminka - kocham cały cykl o Muminkach, ale to właśnie Pamiętnik jest moją ulubioną częścią. Okazuje się, że Tatuś Muminka to postać wielce nietuzinkowa; wolnomyśliciel, awanturnik i po trosze wynalazca, a kiedy w jego łapki trafia laubzega... No ale o tym, co się wtedy dzieje, musicie doczytać już sami.

4) Dzienniki Adriana Mole'a - jedyny cykl w tej wyliczance. Adrian Mole jest tym, kogo w naszych czasach nazwalibyśmy lamusem. Nie lubi sportu, nosi obciachowe ciuchy i ciągle siedzi z nosem w książkach. No i jest wieczne niezrozumiany przez świat i... Nie sposób go nie lubić, no bo jak można nie darzyć sympatią kogoś, kto nieustająco ma gorzej od nas? Sue Tonwsend, która wykreowała tę postać, była prawdziwą sadystką.

5) Opowiadania Guslarskie - dobre rosyjskie science-fiction. Autor, Kir Bułyczow, stworzył miasto, w którym kosmici są właściwie na porządku dziennym, nie wspominając już o pomniejszych wydarzeniach, jak wódka płynąca z kranów czy prehistoryczne ZOO.
W Guslarze, jak w soczewce, skupiają się wszystkie śmiesznostki, wady (mnóstwo!), zalety (niewiele), pragnienia i lęki naszej cywilizacji. Na szczęście Bułyczow lubi bohaterów swoich opowiadań, więc choć bezlitośnie obnaża ich słabości, to jednak z nich nie kpi, dzięki czemu my, czytelnicy, możemy zachować resztki szacunku dla Homo sapiens.
No to teraz pytanie dla spostrzegawczych; jak myślicie, który z gatunków literackich lubię najbardziej? :P

Morze, plaża i naprawdę duże literki. Życie bywa znośne. ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz