czwartek, 11 czerwca 2015

Jak żyć będąc osobą marnotrawiącą czas i rozpaczliwie niezorganizowaną

Yep, w obliczu postów z cyklu: "Jak uporządkować swoje życie", "Budda i sprzątanie w szafie" itp. postanowiłam pochylić się nad życiem jednostek patologicznych.

Niezorganizowana jestem właściwie od zawsze. Już w podstawówce zapominałam o zadaniach domowych, a potem odrabiałam je w łazience na parapecie, oraz w dzikim popłochu. Niemniej jednak, chociaż nie zrobiłam kariery i nie zdążyłam być w Tokio, zdążyłam jednak skończyć (na razie jedne) studia i pojechać do Paryża. Ojej, nie zdążyłam też zostać mamą - to pewnie przez ten Paryż i specjalizację (edytorska się liczy?).
Ale nie ma co drzeć szat i posypywać głowy popiołem. Warto za to zastanowić się, w jaki sposób osoba taka jak ja, która często miewa problemy z jednoczesnym chodzeniem i oddychaniem, jest w stanie jakoś ogarniać swoją przeładowaną rozrywkami rzeczywistość? Przemyślawszy to, doszłam do takich wniosków:

1) super moce - a właściwie ich świadomość. Wiem na przykład, że na kolosa ze słownictwa jestem w stanie nauczyć się w 1,5 godziny i dostać ocenę pozytywną. Wiem, że w ciągu godziny jestem w stanie popełnić trzy artykuły o objętości 2000 znaków b/s, oraz że jeżeli ktoś mówi nam, że coś jest "potencjalnie możliwe", to oznacza to, że jest też możliwe praktycznie, jeżeli będziemy wystarczająco upierdliwi. Dzięki tej świadomości swoich super mocy (gdybym była avengersem, miałabym ksywę Last Minute) JAKOŚ ogarniam, chociaż wciąż jestem niewyspana. 

2) Wartościowanie obowiązków - robię to prawdopodobnie od pdostawówki, dzieląc zadania na te, które muszę zrobić w domu, bo sama sobie z nimi nie poradzę, i na te, które mogę odrobić w łazience na oknie. Teraz za to dzielę zadania na te, na których zarabiam, i na całą resztę.

3) Delegowanie obowiązków - czyli mój nowy, ulubiony termin. To całkiem proste, jeżeli ktoś jakąś prostą, chociaż upierdliwą czynność może wykonać za ciebie, to pozwól mu na to. Odwdzięczysz się kiedy indziej, gdy będziesz mieć więcej czasu.

4) Korzystanie z udogodnień - w liceum była to, no cóż, szkoła muzyczna (bo ja nie mogę bo gram egzamin itp. :>), na drugich studiach jest to Indywidualny Tok Studiów. Jest sporo sposobów na to, żeby ułatwić sobie życie, warto się rozejrzeć i popytać w dziekanacie, czy nawet u pracodawcy.

Jasne, często żałuję, że nie jestem jedną z tych osób, które mają idealny porządek na biurku, zawsze wiedzą, co było zadane i w terminie rozliczają się z każdego zlecenia. Wiem jednak, że nigdy taką osobą nie będę. Próbowałam, założyłam nawet kalendarzyk! W efekcie jest jeszcze gorzej, bo zapominam sprawdzać, co w nim zapisałam, a wcześniej przynajmniej usiłowałam sama pamiętać. Mogę jednak próbować dopasować swoją rzeczywistość do swojego charakteru i jakoś sobie radzić. No bo wiecie, jak to mówią...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz