czwartek, 14 maja 2015

Respect their authority! - czyli czego NIE robić w górach

Właśnie przed sekundą pani w radiowej Trójce chwaliła się, że w długi weekend pojechała w Tatry. I wyszła na szlak. Fajnie, że wyszła, fajnie, że pojechała. Aktywne spędzanie czasu zawsze na propsie. Tylko że ta pani, bardzo mądra pani psycholog z Warsiawy, poszła na ten szlak w tenisówkach. I zgadnijcie co? Śnieg na szlaku leżał! W maju! Ohohoho, doskonała anegdotka.

Jako osoba, która, od szóstego roku życia chodzi po górach i wychowała się na terenach raczej pagórkowatych (Pogórze Rożnowskie, dzie moje kierpce!) bez większych problemów wychwytuję wszelkie debilizmy, które w górach robią "turysty". Wychwytuję i ubolewam. Ale przejdźmy do rzeczy, czyli listy tego, czego w górach się nie robi!


1) Wychodzenie na sześciogodzinny szlak z dwójką dzieci i jednym bananem, czyli "To tylko kilka godzin, na co nam więcej jedzenia" - ja nie wiem, jak reszta świata, ale ja w górach jestem głodna, ciągle. Zresztą, osoby, które ze mną chadzają, mogą potwierdzić. Na kilkuosobową grupę dwa bochenki chleba, smarowidła i 1,5 litra wody na łeb niezależnie od pogody to absolutne minimum. Do tego oczywiście nieśmiertelna gorzka czekolada, która pełni funkcję batona energetycznego i hajda. Możemy biegać po połoninach do zmierzchu! A właśnie...
2) Bieganie - nie jestem najlepszym przykładem, bo niestety po górach bardziej biegam, niż chodzę, ale umówmy się, że ja to ja, znam swoje ograniczenia, umiem odczytywać trasę (ewentualnie co robić, kiedy już się zgubię :P) i w końcu wiem, kiedy należy zwolnić. Dużo osób jednak, zwłaszcza takich, których jedynym górskim doświadczeniem jest wejście na Morskie Oko w czwartej klasie podstawówki, nie wie tych rzeczy. Dodajmy do tego pro-trekingowe obuwie model z Bonprixa i tragedia gotowa. A właśnie...
3) Buty - wiadomo,  kiedy pogoda jest ładna od dłuższego czasu, a szlaki suche, praktycznie każdą trasę zrobimy w adidasach. Ale kiedy już wybieramy się na taką Śnieżkę czy Orlą Perć, to - niezależnie od pogody - adidasy nie są obuwiem zalecanym. Właściwie to dłuższą trasę w adidasach zdarzyło mi się robić raz, a i to tylko dlatego, że rozpadły mi się treki (w trakcie schodzenia ze Śnieżki właśnie), a przede mną było jeszcze kilka dni obozu wędrownego. Do czego zmierzam jednak - góry to nie jest wybieg. Cieszę się, że masz piękne nowe trampki, ale może zostaw je w schronisku i załóż coś, w czym nie skręcisz sobie nogi na pierwszym kamieniu?

Trzy Korony stajl, kolekcja lipiec 2014. Uprzedzę pytania - padało. A później padało jeszcze bardziej.
4) Dzieci w nosidełkach (w deszczowy dzień przy podejściu na Trzy Korony, dumny ojciec w adidasach) - czy ja to muszę rozwijać?
5) "Na co mi mapa, mam GPS w komórce!" - zaskoczę cię, kiedy już zgubisz się na niebieskim szlaku przy podejściu na Przehybę, to może okazać się, że GPS nie działa. Byłam, odkryłam, dobrze, że na grupę mieliśmy dwie mapy i kilka osób, które umiały te mapy odczytać. Ale tak poza tym, to telefony komórkowe są spoko i warto je przy sobie mieć, tylko...

Źródło
6) Na litość boską i ludzką, wyłączcie je, kiedy w górach złapie was burza! Ogólnie TOPRowcy zalecają w takich przypadkach niewychodzenie ze schroniska, ewentualnie, jeżeli burza zaskoczy nas na szlaku, zejście jak najniżej, wyłączenie telefonów, pozbycie się z kieszeni wszystkich metalowych przedmiotów, zwinięcie się w kulkę na plecaku i czekanie. Gumowe płaszcze przeciwdeszczowe też są spoko. Pamiętacie z Pokemonów, że guma nie przewodzi prądu?

7) Ubranie - góry to nie deptak w Ciechocinku. To, że rano jest ładnie i ciepło, wcale nie oznacza, że do wieczora nie nabawicie się odmrożeń. Z drugiej strony, to, że na połoninie wieje i jest przyjemnie, wcale nie oznacza, że po zejściu nie odkryjecie zdumieni, że macie kolor radzieckiej flagi. Wychodząc na szlak zawsze warto mieć w plecaku sweter ORAZ szorty, a także krem z filtrem. Na plecy koszula flanelowa (sprawdzi się w każdych warunkach atmosferycznych), na podorędziu chusteczka lub czapka.

Górska rewia moda - treki, kurtki przeciwdeszczowe, osłonki na plecak i chlapacze (ewentualnie szorty). W tel widok z Tarnicy. <3

 
Robi się ładnie i ciepło, zapewne za jakiś czas wiele osób uzna, że Bieszczady, Tatry czy Pieniny to fajny pomysł na weekendowy wypad. A jeżeli tak się stanie, to fajnie byłoby nie robić z siebie kretyna, nie iść w sandałach na Tarnicę i nie wzywać TOPRu, bo zasłabliśmy na szlaku. Tak właściwie to fajnie byłoby w ogóle wrócić z tych gór, prawda?

Ktoś coś by dodał od siebie?

6 komentarzy:

  1. Ja mam za sobą niewiele tras, w Tatrach chodziłam głównie dolinami, za to Bieszczady znam bardzo dobrze i wiem, że nawet jeśli "na dole" przypieka nas Słońce, na górze wiatr może oderwać głowę. Na szczęście, oprócz ludzi zbiegających z góry i wpadających na drzewa, nie spotkałam się z wieloma okazami głupoty. Sama wychodziłam czasem w trampkach, ale chyba po prostu miałam szczęście :D

    beneaththeblanket.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, mnie samą właśnie parę razy "przyjarało" na połoninie i potem musiałam spać na brzuchu. :D

      Usuń
  2. Czasami mam wrażenie, że przed każdym wejściem na szlak powinien stać student zatrudniony na umowę zlecenie 5 zł za godzinę, i przez jakiś megafon ogłaszać takie rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo bramkarz, który by nie wpuszczał bez odpowiedniego obuwia i wyposażenia. :D

      Usuń
  3. Haha dobry post :D kolega mojego taty wylazł na Rysy w sandałkach, bo pomylili trasy i coś tam, zastanawiali się w sumie czemu ludzie się dziwnie patrzą, ale co tam, nie? Uwielbiam góry, mam dziadka przewodnika, a jakoś jeżdżę mega rzadko :( Mój chłopak pasjonat mieszka za granicą, znajomych mówiąc szczerze mam niewiele, a jakoś sama bym się bała wybrać (no i rodzice nie dają samochodu żeby podjechać te kilkadziesiąt km). I co roku sobie obiecuję, że pójdę, a już nie pamiętam kiedy byłam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mam siostrę, która ma odpowiednich znajomych. ;) Samemu w góry to z jednej strony fajna przygoda, a z drugiej trochę groźnie, a dziadka przewodnika zazdroszczę. :D A które góry masz pod "nogą", Sudety?

      Usuń