poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Czy kupowaniu prezentu kobiecie musi być drogą przez mękę


- Byłem w Smyku. - oświadczył Miś z nutą lekkiego niedowierzania, pomieszanego z rozbawieniem i zniesmaczeniem, w głosie.
- ? - wyraziłam uprzejme niezrozumienie dla jego poruszenia.
- Byłem w Smyku szukać dla ciebie prezentu! - i po tym obwieszczeniu z radością pojęłam, że w końcu załapał proste mechanizmy kierujące sposobami na uszczęśliwienie mnie.

Wiem, że takich wpisów po blogosferze krąży cała masa. Twórcy na ogół piszą, że kluczem do sukcesu jest obserwacja, słuchanie i notatki. Znajomość drugiej osoby, nadludzka empatia i sprawdzanie historii przeglądarki. 
Może to i prawda, ale takie triki sprawdzają się raczej w przypadku kobiet, które, jak wszyscy wiemy, z natury są wścibskie i pamiętliwe. Ale jak zmusić do kupienia idealnego prezentu modelowy przykład samca alfa?

Można próbować metodą na "niech się domyśli", czyli przeglądać przy nim alledrogo, wachlować go katalogami i bombardować linkami do jebaja.

Można zaciągnąć siłą do sklepu, chwycić za kark i, tłukąc jego łbem o szybę w odpowiednim miejscu, powtarzać "to".

Można też zaniechać przemocy i nie łudzić się naiwnie, że "przecież się domyśli, bo jest w MENSie", tylko zwyczajnie i po ludzku zrobić mu listę rzeczy, których w danym momencie pożądamy. Najlepiej opatrzoną odpowiednimi linkami lub obrazkami oraz strategicznie rozmieszczonym memem "mom please". ;)  

Warto też przyjąć jakieś widełki cenowe, bo przez "posługiwanie się listą" rozumiem wybór konkretnej pozycji, ewentualnie dwóch. Dzięki temu prezent wciąż pozostaje niespodzianką, a my nie dostajemy kolejnego pluszaka 2x2 metry lub za małej bielizny, ewentualnie własnego faceta zapakowanego we wstążkę (no chyba, że mamy te rzeczy na liście).

źródło

W moim przypadku sprawa była trudna, bo mój egzemplarz samca alfa nie dość, że jest uparty, to jeszcze przy tym jest kreatywny, na szczęście z okazji tegorocznych urodzin udało nam się wypracować zdrowy konsensus ("przynajmniej jedna pozycja z listy, a z resztą rób co chcesz"), dzięki czemu z radością i satysfakcją stwierdzam, że tegoroczne urodziny były zdecydowanie owocne. Ja dostałam rzeczy niezbędne mi do szczęścia, a Misia kreatywność nie została stłamszona przez moje dyktatorskie zapędy. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz