wtorek, 13 stycznia 2015

Climb every mountain - czyli kilka zalet ścianki

Ścianka wspinaczkowa - zapewne większość osób wie, co to za miejsce i co się tam robi.

Od dziecka uwielbiałam włazić na wszystko, na co tylko dało się wleźć - a więc wszelkiego rodzaju meble, drzewa, murki, siatki i przygodnie napotkane pomniki typu Smok Wawelski. O dziwo, swoją przygodę ze wspinaczką rozpoczęłam dość późno, w dwudzies... Osiemnastej z kolei wiośnie (czy też właściwie jesieni) życia. Dużą rolę odegrała tutaj moja potencjalna szwagierka, która jest mistrzynią Polski juniorów (i ma najlepszy brzuch, jaki kiedykolwiek na żywo widziałam u dziewczyny) oraz niewinne pragnienie wzmocnienia ramion i obręczy barkowej, które to części ciała mam słabe i mięciutkie jak kaczuszka (kaczuszka robiąca pompki i przygotowująca się do chodzenia na rękach, ale jednak wciąż kaczuszka). Próbowałam siłowni (nuda), ćwiczeń w domu (jeszcze większa nuda), jogi (fantastyczny sposób na wzmocnienie całego ciała i poprawę rozciągnięcia, ale dalej nuda), aż w końcu poszłam na tę ścianę.

No i wsiąkłam.

Co jest fajnego we wspinaczce? Przede wszystkim adrenalina, która towarzyszy wspinaczowi w czasie zdobywania trasy - oczywiście mamy zabezpieczenie i świadomość, że jesteśmy (mniej więcej) bezpieczni, ale mózg  wie swoje i sprawia, że każde wejście wydaje się być walką o życie. Dzięki temu odczuciu trudno się nudzić, jak na przykład przy pompkach czy jakiejś dywanówce. Druga sprawa, różnorodność. Jedną i tę samą trasę można zrobić na kilka różnych sposobów, a tras w ogóle jest na każdej ścianie kilkanaście. Oprócz tego można robić baldy, biegi, trawers i różne inne fajne rzeczy, których nazwy nie pamiętam. Zapaleńcy (na przykład moja dobra znajoma) jeżdżą wspinać się do Grecji, Hiszpanii czy w inne Beskidy - naprawdę nie sposób się nudzić! No i po trzecie, ścianka jest, moim zdaniem, milion razy lepsza od siłowni. Pracujemy całym ciałem i fundujemy sobie trening siłowy, wytrzymałościowy i aerobowy w tym samym czasie. Doskonałe przygotowanie do Zombie Apokalipsy (a nie to przereklamowane bieganie :P)!
Czy ścianka ma minusy? Oczywiście. Można się umięśnić. :( A tak na serio to tego sportu z pewnością nie polubią wielbicielki tipsów i długich paznokci. Poza tym po nieco dłuższej przerwie dłonie wyglądają mniej więcej tak:

Żniwo trzytygodniowej przerwy.

Do tego dochodzą liczne otarcia i siniaki. A takim poważnym i prawdziwym minusem ściany są koszty - głównie sprzęt jest drogi. Na pierwszy raz wystarczą nam co prawda trampki, ale z czasem trzeba zainwestować w buty do wspinaczki (ceny zaczynają się od 200 zł), dobrze też mieć własny woreczek (jakieś 30 zł) i uprząż (nawet nie chce mi się sprawdzać ceny, bo po co się dołować). Do tego dochodzą opłaty za treningi i inne takie (które mnie na szczęście nie dotyczą, bo będąc na siódmym roku studiów w końcu załapałam się na AZS). Jednak przy założeniu, że butów nie kupujemy codziennie, a uprząż często można wypożyczyć na miejscu można na te koszty przymknąć oko. Tym bardziej, że przy regularnych treningach można wyglądać tak:

Źródło     
Albo tak:


A jak ma się takie ciało, to w sumie na cholerę komu paznokcie? :D

4 komentarze:

  1. Marzy mi się wypad na ściankę, bo nigdy nie byłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź, idź, naprawdę fajna sprawa i dobry sprawdzian. ^^

      Usuń
  2. Uwielbiam ściankę wspinaczkową to po kolarstwie mój ulubiony sport :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak! Najlepszy siłowy! :D

    OdpowiedzUsuń