czwartek, 1 stycznia 2015

2014 - mistrzostwo ostatniej chwili

Ostatnio zrobiłam podsumowanie 2014.
1) Styczeń - nuda (studia, studia, studia);
2) Luty - brak czasu na nudę, pojawiają się dwie prace naraz, co - w połączeniu ze studiami - kończy się mroczkami przed oczami, następnie pizgnięcie pracą kelnerki i znów - nuda i stabilizacja (a, sesja, ale kto by się przejmował sesją na szóstym roku studiów? :P);
3) Marzec - nie mam pojęcia, co ja mogłam robić w marcu;
4) Kwiecień - w dalszym ciągu nuda, no i urodziny, kolejny rok bliżej zmarszczek, jupi!
5) Maj - nic epickiego, nawet nie pamiętam, co robiłam w długi weekend;
6) Czerwiec - meh (plus koniec czerwca/początek lipca znowu jakaś sesja);
7) Lipiec - koniec sesji. Kolega pisze z propozycją wyjazdu na winobranie we wrześniu, jakiś wypad w góry (którego początkiem było rozwalenie auta), wszystko bez szaleństw;
8) Sierpień - kwalifikacja na wyjazd i na tłumacza, coś zaczyna się dziać;
9) Wrzesień - długo wyczekiwany wyjazd do Francji, dziesięć dni "wakacji" w Burgundii i wrażenie, że w środku głowy trwa nieustający pokaz fajerwerków. Wizyta w Luwrze, praca w zupełnie nowym środowisku i żal, że muszę wracać;
10) Październik - powrót na studia, ale w głowie coś już pękło (niteczka trzymająca uszy, bo co innego niby mogłoby pęknąć u blondynki) i to w tym miesiącu z okrzykiem "YOLO!" zarezerwowałam wraz z przyjaciółką tanie bilety do Francji i Wrocławia;
11) Listopad - praca, studia i szukanie noclegu w Paryżu;
12) Grudzień - pierwszy w życiu lot samolotem, pierwsze doświadczenie z couchsurfingiem, pierwsza podróż z blablacarem, pierwszy samodzielnie (nie)zorganizowany wypad za granicę, a jako wisienka na tym torcie roku ląduje pierwsza profesjonalna przygoda z jazdą na nartach, która miała miejsce 31.12 (i po której w Sylwestrową noc odpadłam o 23, a potem byłam bardzo nieszczęśliwa, że o północy kazano mi wstać oglądać fajerwerki, party animal as hell ^-^).

Zawsze uważałam siebie za człowieka ostatniej chwili, a patrząc na ten rok stwierdzam, że chyba już nie ma sensu z tym walczyć. W nowym roku obiecuję sobie tylko, że w tej ostatniej chwili postaram się upchnąć jeszcze więcej, a poza tym:


No, to szczęśliwego Nowego Roku wszystkim! :D

Źródło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz