wtorek, 11 marca 2014

Z braku czasu

Nie było mnie, bo przez chwilę miałam studia i dwa zajęcia zarobkowe. Ponieważ w moim życiu pojedyncze wydarzenia nie mają racji bytu.
W każdym razie przez poprzednie dwa tygodnie odkryłam, że jestem istotą słabą, która musi spać minimum siedem godzin dziennie, w związku z czym z jednego zajęcia zarobkowego musiałam zrezygnować. Drugie zajęcie zarobkowe obejmuje pisanie artykułów w ilościach hurtowych, w związku z czym, jak można się z łatwością domyślić, mój mózg, postawiony w obliczu bloggerowego edytora tekstu, zaczynał lekko trzeszczeć, a w powietrzu czułam coś jakby zapach przypalanego jajka.



Z powodu braku czasu i innych takich pomyślałam, że fajnie byłoby stworzyć post o odświeżaniu skóry głowy (w braku czasu). 

Akt I
Pierwszy sposób to, oczywiście, suche szampony. Używałam ich kilka - Isany, Batiste, Radicala, Fructisa, Schwarzkopa i Syossa. Internetu nie odkryję jeśli napiszę, że Batiste najbardziej przypadł mi do gustu (działanie) i mojemu mężczyźnie takoż (zapach gumy balonowej). Tylko suche szampony mają jedną wadę. Nie rosną na półce w łazience, a jakoś mi do Hebe strasznie nie po drodze ostatnio. :(



Akt II

Kiedyś dawno temu przeczytałam, że Angelina Jolie, w przypływie braku czasu, pudruje nasadę włosów (miałam przez pewien czas ilustrowany periodyk Party w toalecie. I zdjęcie Darwina. Taka byłam glamour). Pomysł wydał mi się wart sprawdzenia, ale Angeliną Jolie nie jestem, a puder, podobnie jak suche szampony, nie pojawia się magicznie w kosmetyczce. Postanowiłam zatem wykorzystać talk kosmetyczny. Shit works (pardon mon français), ale jest to metoda raczej dla blondynek, i raczej należy w trakcie zabiegu pochylić głowę i omijać ten łysy pasek zwany przedziałkiem.

Dziki talk kosmetyczny

Akt III

Medycyna ludowa tzw, ewentualnie metody domowe. Mąka ziemniaczana! Stosujemy jak talk. Działa.

Chata Wuja Freda


Do powyższych sproszkowanych substancji możemy dodać również sody oczyszczonej, która, moim skromnym zdaniem, w sumie nie robi nic (ale w Internetach tak pisało). Uczeni w sieci wspominali również coś o płatkach owsianych, u mnie nie podziałały, ale może robiłam coś źle.

Możliwe, że to co napisałam jest semantycznie tyle warte, co stwierdzenie, że niebo jest niebieskie, ale co krok spotykam osoby, które tych sztuczek nie znają. Mi czasami te różne talki i mąki napraaaawdę ratują życie (a przynajmniej wizerunek), to może uratują i Wam (albo przynajmniej robotowi Google, mojemu ulubionemu, regularnemu czytelnikowi. Hej robocie!). ;)


1 komentarz: