wtorek, 4 lutego 2014

Masło kakaowe po raz kolejny

Jestem stworzeniem zdecydowanie ciepłolubnym. W temperaturze 30+ mogę bez większego problemu robić remont, jeździć na rowerze i biegać po górach (przy okazji dementuję plotkę, jakobym posiadała motorek w tyłku <<don't ask...>>). Zimy za to NIE ZNOSZĘ. Cera mi się buntuje, włosy mi się buntują (odżywkę anti-frizz z Isany polecam), skóra na całej powierzchni ciała mi się buntuje (masło z TBS polecam), a organizm stwierdza, że jedzenie jajek na boczku trzy razy dziennie to najlepszy z możliwych pomysłów (nie polecam).
Ale nie ma tego złego. Dzięki zbuntowanej cerze odkryłam, że moje leżakujące w lodówce masło kakaowe z powodzeniem zastępuje krem.

Bałam się dość, bo masło kakaowe uważane jest za substancję komedogenną, ale przyciśnięta perspektywą spędzenia 12 godzin poza domem uznałam, że raz nie zawsze, a poza tym gorsze rzeczy się kładło na twarz. Decyzji nie żałuję, bo masło:
  • nie zapchało;
  • doskonale dogadało się kremem bb;
  • nie przyczyniło się do błyszczenia twarzy w ciągu dnia (a wręcz cera dłużej była mniej więcej matowa);
  • nawilżyło i pomogło utrzymać stopień nawilżenia.

Fot. ZSK
Masła używałam w trochę inny sposób, niż kremu: rano oczyszczałam twarz, następnie psikałam się wodą różaną (zamykanie oczu jest fajne, powinnam częściej o tym pamiętać), potem brałam bryłkę masła, ogrzewałam suszarką i smarowałam tą bryłką buzię, resztę rozcierałam i wklepywałam palcami. Potem zajmowałam się codziennymi, porannymi czynnościami (np. takimi jak bezsensowne bieganie w kółko i wrzeszczenie w panice, że nie mam czasu), po dłuższej chwili ściągałam nadmiar masła chusteczką, a na to robiłam codzienny makijaż, który znów utrwalałam wodą różaną. Makijaż taki wytrzymuje na twarzy cały dzień na uczelni i 1,5 godziny kopania bliźnich.

Teraz mrozy sobie poszły (i znów narzekam, bo już wolę, jak pizga złem, niż jak jest tak byle jak i brejowato :P), a ja zaczynam testować masło w warunkach mniej ekstremalnych. Jestem ciekawa, jak sprawdzi się w wyższych temperaturach.

Dodatek studencki

A jeśli chodzi o życie, to teoretycznie mam sesję, ale praktycznie... Z jednego egzaminu byłam zwolniona (poszłam do pani i powiedziałam, że językoznawstwo jest pasjonujące, ale miałam egzamin ze wstępu do językoznawstwa, językoznawstwa ogólnego i metodologii badań językoznawczych plus ćwiczenia, i naprawdę już nie chce mi się zdawać tego po raz kolejny, nawet jeśli +3 zepsuje mi średnią*), następny z historii literatury francuskiej mam w piątek (pierwszy raz w historii jakichkolwiek moich studiów mam własne notatki! - jednak 12 osób na roku to doskonały sposób na poprawę koncentracji), a ostatni z literaturoznawstwa, 11 lutego (miałam egzamin z poetyki, wykłady z literaturoznawstwa i jakieś ćwiczenia z nowych kierunków krytyczno-literackich, wszelkie sesjowe paniki nie dla nie w tym semestrze). Podsumowując - jeśli czyta to jakiś licealista/licencjat bez pomysłu na dalsze kształcenie, polecam jakąkolwiek filologię romańską. Praca jest, a studia są naprawdę lajtowe.

3 komentarze:

  1. Coś nie potrafiłabym się chyba do niego przekonać ze względu na niedogodną jak dla mnie aplikację, ale cieszę się, że Tobie się sprawdza:) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie wcale nie zajmuje to więcej czasu, niż nałożenie kremu, jeśli będziesz miała chwilkę czasu warto wypróbować jakieś czyste masło albo olejek. :)

      Usuń
  2. Wydaje mi sie ze takie maselko to cos dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń