piątek, 31 stycznia 2014

Patrz pod nogi!

Ej, a tak z ciekawości i dla rozluźnienia w czasie sesji spytam, zna ktoś te schody?

Obręcz barkowa sama się nie zrobi. http://on.fb.me/1elLBpx

To taki chyba mój największy projekt DIY, który razem z koleżanką (i za namową koleżanki) realizowałam na ubiegłorocznym Grolsch Artboom Festival w Krakowie. :) Fajna zabawa, przekonanie się, że ludzie są dobrzy i zdecydowanie 8/10 osób jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. Dodatkowo, co najważniejsze, uwierzyłam we własne siły (polonistka w konkursie dla architektów i artystów). Jak ktoś jest z Krakowa i jeszcze nie widział, to zapraszam, Tatrzańska 5, "Patrz pod nogi!". :)

czwartek, 30 stycznia 2014

Odżywka "out of the box"

Najpierw nie miałam komputera (naprawianie systemu, które miało zająć "dwie chwile" zajęło trzy dni), potem przywlokło się jakieś zatrucie pokarmowe (a w listopadzie była grypa żołądkowa. Czy te wszystkie dysfunkcje nie mogą zaczekać do lata? Przynajmniej byłabym lżejsza o te dwa kilo wody, a tak to mogę co najwyżej wyłysieć), no i w tle sesja oczywiście (pamiętam, jak w październiku 2012 roku cieszyłam się, że nigdy więcej sesji. Oj naiwna, naiwna...). Ale już jestem. :) A dzisiaj będzie o włosach.

Fot. o-feminin
Włosy, jakie mam, można zobaczyć na zdjęciu profilowym. Dużo ich nie mam, ale to, co mam, mam raczej zdrowe, więc dbam, żeby takie pozostało. Przy okazji są niezakręcalne. NIE-ZA-KRĘ-CAL-NE. I zawsze usiłują zabić mojego chłopaka. I jak na tak nikłą ilość, to wszędzie ich pełno.

Co do odżywki - moja ocena działa trochę na zasadzie jak ocena tych nauczycieli, którzy znali Twoje wybitne starsze rodzeństwo i uważają, że jakiś pierwiastek geniuszu tego rodzeństwa musiał Ci się udzielić, więc przez całą edukację podnoszą ci ocenę o pół stopnia. No to ja strasznie lubię kakaowe masło do ciała Ziaji, a odżywka ma dzięki temu słabe 4. Ładnie pachnie, ma odpowiednią konsystencję, ułatwia rozczesywanie. Oczywiście obciąża, ale stosuję ją do OM'a (takie zubożałe OMO) oraz jako zabezpieczenie końcówek. Nadaje się też do zakręcania loków "na odżywkę"* (u mnie na jakąś godzinę. W porywach do dwóch, jeśli nie wychodzę z domu). Ale jest jedna rola, w której sprawdza się rewelacyjnie - odżywka Masło Kakaowe z Ziaji jest najlepszą pianką do golenia, jaką w życiu miałam!** I jeśli nie zużyję jej do włosów (bo w sumie ostatnio eksperymentuję z olejkiem łopianowym Green Pharmacy), to i tak się nie zmarnuje.

Podsumowując - jeśli ktoś nie ma bardzo suchych włosów to polecam (chociaż niby odżywka jest do włosów suchych i zniszczonych), zwłaszcza zimą, jako łazienkowy umilacz. Tym bardziej, że kosztuje toto 4,5 zł. 
Skład jest tak do bólu trywialny, że go sobie tym razem podaruję. Tytułowe masło kakaowe błąka się gdzieś przy końcu INCI.

* Nakłada się odrobinę odżywki na suche włosy, a potem robi koczek albo warkocz.
** Obok czerwonego balsamu Garniera.

P.S. A od cudownej i niezastąpionej Meg dostałam moje pierwsze w życiu masło z TBS. Nie rozumiałam fenomenu. Już rozumiem. Masła z TBS to moja nowa, absolutnie warunkowa miłość.

Plus perfumy. Bez próbki perfum Meg nie byłaby Meg. :3

sobota, 18 stycznia 2014

Bezzębny niepotwór

Ostatnio było o kosmetyku nieprzyjemnym, to teraz napiszę o kosmetyku przyjemnym. Bardzo udanym myjącym twarz wynalazkiem jest Żel peelingujący 2w1 z olejkiem grapefruitowym (grejpfrutowym?) marki AVA.
Skład żelu wygląda tak:

Ingredients /INCI/: Aqua, Coco Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Centaurea Cyanus (Cornflower) Flower Extract, Polyethylene, Lactitol, Xylitol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Carbomer, Triethanoloamine,  Hydrogenated Jojoba Oil, Chromium Hydroxide Green, Parfum, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Limonene, Linalool.
 
Fot. Kafeteria

Delikatne środki myjące, ekstrakt z chabra bławatka (to w końcu chaber czy bławatek?) na początku składu, potem... Coś tam, coś tam... olejek jojoba i olejek eteryczny.

W skali sygnalizacji świetlnej wygląda to tak:

Jak widać jakieś kontrowersje może budzić tylko triethanolamine, który jest regulatorem ph - tutaj możecie przeczytać, co pisze o nim kosmopedia.

Ja byłam z tego produktu bardzo zadowolona, ładnie oczyszczał, ładnie pachniał i utrzymywał skórę w dobrym stanie (wygląda na to, że moja twarz lubi kwaśne :D). Jedynym moim zastrzeżeniem jest to, że pod koniec tubki skóra twarzy była po jego użyciu lekko zaczerwieniona, ale problem "się rozwiązał" - zaczęłam używać peelingu co drugi dzień.

Cena też nie odstrasza. Żel kosztował ok. 20 zł. i starczył mi na ponad trzy miesiące. Na pewno do niego wrócę. :)

Pozostając w temacie to wielkie propsy dla obsługi klienta laboratorium AVA czy jakkolwiek to się nazywa, bo ten śliczny skład otrzymałam od tamtejszej pani technolog na drugi dzień po wysłaniu maila. :) Jak na razie trafiam na same mocne produkty tej marki.

piątek, 10 stycznia 2014

Zębaty potwór

Ponieważ styczeń już sobie trwa w najlepsze, postanowienia noworoczne zaczęły żyć własnym życiem (niektóre "się" realizują, a niektóre leżą i kwiczą), sesja za pasem to pora ponarzekać.

Zdaję sobie sprawę, że co człowiek to potrzeby, jedne rzeczy nam służą, innym my służymy, a jeszcze inne... No właśnie. Jakoś całkiem niedawno, przed świętami, weszłam sobie do wispolowej drogerii z myślą o zakupie żelu do twarzy na wieczór (uległam propagandzie żelowej tak bardzo, tak mi wstyd). Błąkałam się między drogeryjnymi półkami, oglądałam składy, porównywałam ceny i nagle jeb, promocja, żel z aloesem marki Green Pharmacy za 4,50. No prawie jakbym na ulicy znalazła. Buteleczka ładna, z pompką taka, SLS na trzecim miejscu, trochę wysoko, ale w końcu to do zmycia smaru z całego dnia, a co tam, BIERĘ.

Po wzięciu weszłam na Wizaż, poczytałam opinie, było ich wtedy trzy - 2:1 że zły i niedobry (teraz jest 2:2). Zbladłam trochę ale wciąż uważałam, że przecież to ma myć. No i myło, przez pierwszy tydzień. Potem zaczęłam wyglądać jak pizza z salami, ale uznałam, że może stres spowodowany rodzinnymi świętami*/świąteczna dieta/SPP**, zignorowałam problem. Ale kiedy święta się skończyły, a okres minął (problem diety wdzięcznie przemilczę), a ja wciąż wyglądałam jak ofiara promieniowania musiałam przyjąć do wiadomości, że COŚ mi nie służy. Podejrzanych było dwóch; krem z (sic!) Białego Jelenia do cery atopowej (nie mam cery atopowej, a tego gada jest 150 ml, więc jakby to był on, to no...) oraz bohater dzisiejszej notki. Mając w pamięci niepochlebne recenzje, postanowiłam odłożyć żel. Moja twarz powoli acz systematycznie wraca do formy, a ja odradzam.

Dla zainteresowanych skład (nie wiem, co mnie uczuliło, bo na aloes moja twarz reaguje raczej entuzjastycznie):
Aqua, Lauryl Glucoside, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Sodium Chloride, Pamthenol, Hydrolyzed Wheat Gluten, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Cocomidapropyl Betaine, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, DMDM-Hydantoin, Methylochloroisothiazolinone (JEZU), Methylisothiazolinone (no bitch please...), Benzoate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylopropinal (w średniowieczu bym za to spłonęła)

Nigdzie w internetach składu nie było i przepisywałam go manualnie, proszę docenić.

Swoją drogą nie mogę się doczekać, aż będę sławna i firmy zaczną mi płacić, żebym pisała pozytywne recenzje. Albo chociaż karmić. Meh...

Aaa! Przy okazji... Zapraszam na profil fejsbukowy!!!
Przy okazji może mnie ktoś oświecić, jak wstawić z boku przycisk z fb? :P Niestety całą moją twórczą moc zużyłam na ogarnięcie ulepszeń w szablonie. :/

EDIT
Fb już ogarnęłam dzięki Youdeetah . Dziękuję po miliardkroć. ^^

*Jak powszechnie wiadomo święta mogą być albo sympatyczne albo rodzinne.
** Syndrom Prehistorycznego Potwora

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Himalaya Herbals, maska z miodlą indyjską (z bajkowych księżniczek najbardziej lubię Fionę)

To tak żeby nie zaczynać tego początku końca świątecznego nic nie robienia (chociaż ja się po świętach czuję wykończona i z radością wrócę na uczelnię) pesymistycznie, napiszę o kosmetyku z którym lubimy się i rozumiemy.
Jako osoba z cerą mieszaną muszę dbać o oczyszczanie. Długo stosowałam czarną glinkę, ale jestem zbyt leniwa, żeby rozrabiać ją z wodą, a poza tym - ile można używać w kółko tego samego? Pewnie ją wykończę, jak już dobiję do dna maski z miodlą indyjską z Himalaya Herbals (tada!).

Gość dzisiejszego wpisu prezentuje się następująco. Wygląda jak bagienne błoto a śmierdzi jeszcze gorzej. Gdybym była producentem, określiłabym ten aromat jako intensywny roślinny zapach. Ale nie jestem producentem, więc napiszę tylko, że w swym średnio długim życiu spotykałam środki do czyszczenia kuchenek, które pachniały zdecydowanie przyjemniej. Druga sprawa to kolor. Jakby coś zielonego zdechło nam na ręce.
Trzecia sprawa to działanie, za które wybaczam jej wszystko, i czwarta - łatwość aplikacji, po której uznaję, że kandydat co prawda jest jak Quasimodo świata maseczek ale, podobnie jak Quasimodo, ma dobre serce, wspaniały charakter i robi śliczne figurki z drewna.

Producent zaleca zostawić maskę na 10 do 20 minut. Ja to 10 minut traktuję jako minimum, kiedy nie mam czasu biegać z maską po domu. A właśnie - najlepsze efekty stosowania maski zauważyłam wtedy, kiedy zostawiałam ją na jakąś godzinę. Wyciągnęła więcej, niż myślałam, że mam. Wypadkowa stosowania wygląda tak - warto stosować maskę dwa razy w tygodniu, raz na to 10-20 minut, a raz na dłużej. Druga sprawa, producent zaleca, żeby maska zaschła, i w tym punkcie się z producentem zgadzam. Robię peeling, oczyszczam twarz, wrzucam maseczkę, a potem idę sprzątać dom, siejąc przy okazji grozę i popłoch wśród domowników. Po godzinie zmywam shreka, ochlapuję twarz zimną wodą, a reszta jak zwykle. Skóra świetnie wchłania po masce krem.
Maska zdecydowanie nie nadaje się dla osób z cerą suchą, z wrażliwą - trzeba wypróbować. Mi krzywdy nie zrobiła.

Maskę kupiłam za 10,50, gratis był krem do rąk. Dostępność może być problemem, ja znalazłam kosmetyki Himalayi w drogerii Wispol, występują chyba też w aptekach DOZ i małych, nieoszyldowanych drogeriach.

Polecam, do zapachu można przywyknąć. :)

Zdjęcia do notki W KOŃCU udało mi się wykonać samodzielnie. Wygląda na to, że jeśli jest się fotograficznie nieobdarzonym (jak ja) to najlepiej robić sweet focie na białym tle, bez kombinowania.

piątek, 3 stycznia 2014

"Sezon burz" to dopiero będzie...

Z lekkim poślizgiem, ale i ja postanowiłam pochwalić się prezentami gwiazdkowymi. Ponieważ w kręgu rodzinnym Aniołek (w Małopolsce mamy Aniołka) robił głównie przelewy na konto, to rolę mojego osobistego Aniołka odegrał Misieł (który bardziej niż Aniołka przypomina bośniackiego zbrodniarza wojennego, ale umówmy się, że po "Siewcy wiatru" i "Supernaturalu" chłopak łapie się do kanonu).

Od prawej "Sezon burz". Opinie o książce były skrajnie złe, aż zrobiło mi się trochę przykro, bo nie po to coś wrzucam na fb, żeby słuchać o tym, jaka to chała. Niemniej, może dzięki brakowi oczekiwań, a może przez sentyment, książkę czyta mi się nad wyraz dobrze (symultanicznie z drugą częścią "Tańca ze smokami" i "Skazany na trening, zaprawa więzienna", szyt...).
W dalszej części widzimy termofor z, a jakże, sową oraz (<3<3<3) zapasowym sweterkiem! Dawno nic mnie nie rozczuliło tak, jak zapasowe ubranko dla termoforka!Zamierzam sama mu robić sweterki na szydełku. :D
Do puli prezentu załapały się też puchate skarpetki w modnym ostatnio kolorze burgundu, ale wylądowały na stopach i obłędnie pachnący czekoladowo-malinowy żel z Yves Rocher, który nie załapał się do zdjęcia przez moją prywatną gapowatość.

A teraz mała prywata. Dostałam również parę słuchawek marki Subzero. Są miękkie, puchate i różowe, jednak ze względów osobistych nie zamierzam ich zatrzymywać (tym bardziej, że słuchawki już posiadam). Wydaje mi się, że powinny przypaść do gustu osobom lubującym się w sportach zimowych (jazdę na łyżwach po krytym lodowisku ciężko mi uznać za sport zimowy). Wyglądają tak:

 Jeśli ktoś byłby zainteresowany to odsyłam pod mail: coruja19@op.pl. bo tam koordynuję sprzedawanie się kłopotliwego prezentu.

A jak tam Wasze prezenty?