piątek, 25 stycznia 2013

Kosmetyki ze wschodu na polskim biegunie ciepła

Z radością donoszę, że w moim rodzinnym mieście (Tarnów, jakieś 120 tys. mieszkańców) znalazłam sklep, w którym można dostać rosyjskie kosmetyki (Baikal Herbs, Babuszka Agafia, Sylveco <chociaż to nie wiem, jakie jest> i inne cuda opisane głównie cyrylicą), a także oleje Amla i jakieś inne cuda. Oprócz gotowych produktów, sklep oferuje również półprodukty: glinki, oleje, kwas hialuronowy itp. Ceny są w porządku, po krótkiej kalkulacji wyszło mi na to, że cenowo wychodzi porównywalnie ze sprowadzaniem produktów ze sklepów internetowych. Przykładowo za 200 ml hydrolatu różanego zapłaciłam 18,90 zł - w ZSK kosztuje 11,90 (i to raczej 75 ml), a w Fitomedzie - 15,00 zł. Moje zakupy jak na razie były skromne (kupiłam tylko wspominany hydrolat), bo... WSZYSTKO MAM. ;_; Ale jak tylko wykończę mój kwas hialuronowy i uporam się z kapsułkami z Alterry, z pewnością przez śnieg i zamieć polecę po więcej. <3

Zdjęcie robione moim nowym telefonem to wciąż
obraza boska i ludzka, ale dzięki lampie błyskowej,
jest to obraza odrobinę mniejsza,
niż w przypadku szmelcunga. :P
Sklep mieści się na ulicy Krakowskiej, obok salonu fryzjerskiego, tuż przed skrętem do kina "Marzenie". Jeśli zaplącze się tu jakaś Tarnowianka, to przez ramię zwrot i do sklepu marsz. :)