wtorek, 23 października 2012

Zostałam Megazordem!

Albo raczej magistrem (jak z apteki). Na tym kończę mój flirt z edukacją, przyjemnie było, ale co za dużo, to niezdrowo. Z nerwów zapomniałam, jak się nazywał Gombrowicz, oraz jaki właściwie tytuł miało Ferdydurke. Nie mogłam sobie również przypomnieć autora Ballad i romansów. Dlatego też fakt, że zdałam, zakrawa na cud.
A poniżej kreacja, którą z okazji obrony uszyła mi moja Mama.

ma kieszenie!

Jednak hitem dnia był fakt, że pani w Carrefourze usilnie wmawiała mojemu chłopakowi, iż ten 18 lat kończy w lutym, więc nie może sprzedać mu wina (no a mój Kot to rocznik tak jakby '85...). Obśmiałam się, przyznaję, Kot za to trzymał pokerface'a dopóki pani nie zorientowała się, że ta dziewiątka to jednak ósemka.

4 komentarze:

  1. Gratulacje! A Twoja mama to zdolniacha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje! Ja dzięki matematyce chyba za rok zacznę inne studia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poddawaj się, ja jeden przedmiot zdawałam pięć razy, a szósty semestr robiłam awansem. :P

      Usuń