niedziela, 22 lipca 2012

Małe zakupy w grodzie Kraka

Oczywiście porwałam się na prowadzenie bloga, jak łysy z motyką na Słońce (brak czasu, wyjazdy, rozjazdy, praca i bolesny proces twórczy obejmujący pisanie magisterki). Ale po wpisie powitalnym czas na wpis bardziej konkretny. :)

Konkretnie to byłam wczoraj w Krakowie na szkoleniu dla animatorów zabaw dla dzieci (ftw?!) - dokładniej zgłębiałam tajniki face paintingu (nie wiem, dlaczego nie można było nazwać tego po polsku :P). Ponieważ moje zajęcia poprzedzały warsztaty ze skręcania zwierzątek z balonów, które jakoś absolutnie mnie nie zainspirowały i postanowiłam je sobie odpuścić, miałam trzy godziny wolnego. Jako jednostka wysoce kulturalna i spragniona rozrywek, których mogło dostarczyć mi to artystyczne miasto, poszłam do Firlita. :D Niestety, obecnie kończę studia w Łodzi, w której tej sieci nie uświadczy (aczkolwiek jest wszystkomająca drogeria na Bałuckim Rynku i druga, z Virtualem, na Górniaku, ale ja mieszkam na końcu świata, więc w jednej byłam dwa razy, a w drugiej raz :P), w związku z tym podczas spaceru po Karmelickiej nie omieszkałam wstąpić.

                                       
Eyeliner Virtual - zakup eyelinera był spowodowany tym, że od coś około dwóch lat szukam podobnego odcienia mazidła do oczu. Oczy mam, co prawda, niebieskie, ale osobiście uważam, że ten kolor świetnie podbija barwę tęczówki. :)

   Starałam się podbić kolor, żeby wydobyć jak najlepiej odcień. Wyszło jak zwykle. :P

Plasterki na nos i brodę firmy Marion - już kiedyś ich używałam i osobiście uważam, że - przynajmniej na mnie - spisują się o wiele lepiej, niż plasterki z aktywnym węglem z For Your Beauty. Miły zamiennik dla plastrów z Face Shopa (które lekko mnie rozczarowały).

    Zestaw dla mnie i siostry. :)

Maść arnikowa z Flos Leka - od naprawdę zaskakująco długiego czasu (jakoś od liceum) borykam się z problemem pajączków na udach i łydkach (nie mam za to cellulitu, no ale na litość boską, coś za coś!). Są na tyle widoczne, że powodują u mnie dyskomfort psychiczny. Byłam z nimi oczywiście u lekarza, ale pani doktor kazała mi tylko łykać rutinoscorbin i powiedziała, że c'est la vie, raczej nie umrę. O właściwościach arniki wiedziałam już od jakiegoś czasu, ale nigdy nie było mi po drodze do apteki. Maść ma bardzo dobry skład i przyjemną żelową konsystencję, dodatkowo można używać jej również na sińce pod oczami. Powędrowała zatem do koszyczka (ta, jasne, sama powędrowała, rzuciła się na mnie, wykręciła mi ramię i przemocą dołączyła do reszty zakupów...). Bardziej traktuję ją jak lek homeopatyczny, ale po cichu liczę na efekt placebo. :D Z pewnością za jakiś czas o niej napiszę. :)



Uf, i po debiucie. Mam nadzieję, że jakoś to wyszło. :)

czwartek, 5 lipca 2012

Na dobry początek

Na dobry początek pasowałoby napisać, jaka będzie tematyka bloga. Zatem tematyka bloga będzie... Typowo kosmetyczna! :D Mało takich miejsc w sieci, więc jeszcze jedno nie zaszkodzi. :P Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że moje nieszczęsne otoczenie jest od jakiegoś czasu dręczone opowieściami o kosmetykach i mniej lub bardziej naturalnej pielęgnacji, więc w trosce o psychikę bliższych i dalszych znajomych postanowiłam w końcu się przemóc. I oto jestem. :)

O sobie napisałam mnogość rzeczy w dziale "O mnie", w związku z czym, w ramach dopełnienia obrazu, pozwolę sobie tylko wstawić taki oto dialog, który ostatecznie podsumowuje moją skromną osobę:

Kot: No i kot ma też pięknie posprzątane. Pyszczkowi się spodoba. Tyle, że zrobi burdelik na nowo gdy przyjdzie. ♥

 Ja: Pyszczek nie robi burdeliku, tylko wprowadza luźną atmosferę. Ewentualnie robi feng shui.

 Kot: Pyszczek ma czarny pas w feng shui.

Mistrzyni feng shui. To ja!